Ignacy Krasicki ŻYCIE i DZIEŁA
Ignacy Krasicki
ŻYCIE i DZIEŁA
NAPISAŁ
Konstanty Wojciechowski
WE LWOWIE
1914
Naród, który chce rozwijać się, nie może żyć tylko teraźniejszością. Gdybyśmy nic więcej nie znali prócz wypadków dni bieżących, bylibyśmy krótkowidzami, błąkalibyśmy się, jak ten, któryby się znalazł w lesie w środku drogi, a nie wiedział, ani skąd wyszedł, ani ile już uszedł, jakie trudności już zmógł, jakie go jeszcze czekają. Jednostka, poczuwająca się do obowiązków wobec społeczeństwa, musi znać przeszłość, te drogi, któremi naród kroczył, ludzi, którzy mu wyrębywali gościńce do śmiałego podążania naprzód, tem bardziej zaś ludzi, którzy zawracali swe społeczeństwo z drogi mylnej, a kierowali na ścieżki nowe, wiodące niechybnie do celu. Jednym z takich przodowników w stuleciu ośmnastem, w dobie, kiedy traciliśmy połać po połaci ziemi i szli na łup obcych, był Ignacy Krasicki. Poznając jego dzieła, poznajemy Polskę z czasów Stanisława Augusta, jej życie, jej obyczaje, lepiej może, niż z dzieł historyków, a równocześnie dowiadujemy się, jakich rad udzielał ten człowiek, bardzo trzeźwy, swemu społeczeństwu, by je dźwignąć z niemocy. Czytać go więc warto i potrzeba, tem bardziej, że pisał nie tylko mądrze ale i z wdziękiem. Czasem — zdaje się prawie — nas, dzisiejsze pokolenie, miał na myśli, bo też nie wszystkie wady, choć je trzebił bez litości, zniknęły w społeczeństwie, którego był synem. Pozostawił dzieł wiele — był pisarzem bardzo płodnym. Zaznajomimy się z najcenniejszemi.
I.
Lata dziecięce Krasickiego. — Czasy saskie. — Upadek szkolnictwa. — Krasicki w kollegium jezuickiem. — Godności kościelne. — Pobyt w Rzymie. — Przyjaźń z Poniatowskim i jej owoce. — Niechęć do działań politycznych. — Krasicki poddanym pruskim. - - W Heilsbergu.
Urodził się Ignacy Krasicki za panowania Augusta III. Sasa, w r. 1735, w Dubiecku, dziedzicznem miasteczku starożytnego rodu Krasickich, zaszczyconego tytułem hrabiowskim. Dubiecko leży w ziemi sanockiej nad brzegiem Sanu, w okolicy górzystej, bardzo pięknej. Kto z obcych tu przybędzie, doznaje uczucia, jak gdyby zawitał do krainy pogody i spokoju. Ponoś charakter miejscowości, w której upływa nasze dzieciństwo, pozostawia trwały ślad na naszem usposobieniu. Krasicki byłby dowodem, że ci, co tak mniemają, nie mylą się; równowaga, pogoda duszy, to — jak obaczymy — znamiona jego życia wewnętrznego bardzo wybitne.
Nie borykał się też za młodu z bieda, życie płynęło mu gładko. Choć rodzeństwa miał sześcioro (czterech braci i dwie siostry), ojciec, kasztelan chełmski, nie magnat wprawdzie, ale właściciel znacznych posiadłości, mógł dostarczyć dzieciom wszystkiego, czego potrzebowały, zwłaszcza, że o ,honor domu dbał bardzo. Matka Ignacego, kobieta anielsko dobra, wpajała w dzieci zasady religijne, uczyła je źyć po bożemu. Czem była dla nich, mówią nam słowa Krasickiego po jej śmierci, że nie o nią, ale do niej modlić się należy. Więc też przypuścić wolno, że w domu Krasickich życie płynęło innym trybem, niż w większości ówczesnych dworów, że zachowały się tam jeszcze cnoty staropolskie, skądinąd wygnane.
Były to bowiem czasy „maskarady, zapustnej swawoli. Mimo klęski polityczne (narzucenie nam króla przez obce mocarstwo, przedtem ograniczenie liczby wojsk), bawiono się hucznie, raczono obficie, kielichów nie żałowano. „Kiedy gospodarz — pisze świadek tych czasów — wymienił (na uczcie) pierwsze zdrowie, jaki taki brał się do Widok ogrodu w Dubiecku. (Według rysunku Anny z Krasickich Charzowskiej).
swego kielicha i tymże sposobem pił zdrowie wszystkich, których gospodarz. Więc gdy razem wszyscy jedni drugich zdrowie pili, robił się hałas do kościelnego podobny, tak, iż jeden drugiego nie słyszał i nie rozumiał... Po tej pierwszej ceremonii była pauza jaką chwilę; jedli i popijali z małych kieliszków aż do drugiego dania, lubo to nie wszędzie, bo wielcy pijacy, nie czekając na drugie danie, kazali dawać wielkie kielichy jeszcze przy pierwszem .. itd. Pito na umor, do nieprzytomności, jakby zapić chciano sumienie, wstyd, uczciwość. „Kto nie mógł wystarczyć zdrowiem pijaństwu, wypędzali go jakoby dla słabego zdrowia niegodnego tak dzielnej kompanii.
Rozwielmożniły się z jednej strony pycha nadmierna, z drugiej służalstwo, zanikało poczucie tego, co się godzi, a co nie godzi, skoro i przedajność poczęła się szerzyć, o nierządzie zaś, bezmyślności nie ma co i mówić, boć to przecie równoznacznik doby saskiej. Tradycyami lepszych czasów — wśród warstwy szlacheckiej — żyło jedynie zamożne ziemiaństwo, i z jego to łona wyszli prawie wszyscy ci, co się przyczynili do odrodzenia ducha narodu. Wyszedł i